Zakładki:
Dla duszy
RPG
Sth funny
Tam piszą
|
piątek, 20 października 2006
mama
-Wychodze do kina -Z kim? -A jak myslisz? -Do kina czy na film? -A jak myslisz? -O ktorej wrocisz? -A jak myslisz? -Izolujesz sie ostatnio. -Myslisz? -Czasem, jak mnie najdzie ochota. -Na co? -Na myslenie. -O czym? -O was, o tobie i reszcie moich dzieci. -I co? -Wcale was nie znam, czasem mysle ze bardzo zle was wszystkich wychowalam. -Dlaczego? -Nie wiem. ... -To nie najlepiej. -No nie. ... -Uwazam, ze dobrze wychowalas synow. -Nie, wszyscy jestescie tacy sami, wszyscy sie izolujecie i nie chcecie juz z nami rozmawiac o niczym. -I wiesz dlaczego tak sie stalo? -Nie. A ty? -Troche wiem. -Wiec? -Bo jest nas za duzo. -Jak to? -Nie nas, nas jest w sam raz, nas, ludzi. -Nie rozumiem. -Jest za duzo ludzi, gdybym chciala ze wszystkimi rozmawiac, byloby mi ciezko zapamietac wszystkie rozmowy. -To prawda, ale nie musisz rozmawiac ze wszystkimi o wszystkim. -Wiec o czym chcesz ze mna rozmawiac? -O twoim zyciu. -Dlaczego? -Bo jest dla mnie wazne. -Dlaczego? -Bo jestes czescia mojego zycia. -Moje zycie nie jest twoim, jest calkiem rozne. -Wiem, ale nie wiem czy to dobrze czy zle? -A jak myslisz? -Nie wiem, nie znam twojego zycia, nie rozmawiasz ze mna. -Wiec zapytaj. -O co? -O co chcesz? -Czy wciaz jestem dla ciebie wazna? -Tak. -Wiec dlaczego sie izolujesz? -Bo chyba istnieje tak na prawde calkiem gdzie indziej niz wy.
środa, 18 października 2006
Przyjacielu...
Zamazałam w pamięci wiele twarzy. Dlaczego przyjaźnie się kończą? Nie rozumiem... Kiedy jest przy tobie ktoś, masz go i wiesz, że liczyć możesz, nie tylko jego włosy oddając się w nudzie tak abstrakcyjnemu zajęciu, ale i liczyć możesz na jego pomoc, poparcie, obecność. Masz tego kogoś tuż obok, na wyciągnięcie ręki, masz go pod nr 2 na klawiaturze telefonu, masz w pamięci wszystkie jego upodobania, mówisz czesto jego słowami, przejmujesz drobne gesty, śmiejesz się w takt jego śmiechu, jesz jego widelcem, ba nawet możesz wytrzeć się jego recznikiem, kiedy akurat nie zdążyłeś wziąć prysznica u siebie. Więc jest ten ktoś, jest i już, i tyle. I cenisz go, tulisz go do swoich planów, nie jest jednym z punktów dnia, jest dniem. To dlaczego już go nie ma tutaj? Dlaczego już nie mam tutaj tych twarzy najmilszych, ukochanych braci i sióstr w rzeczywistości? To... czas? Odległość? Poskromienie serc? Nie mam tutaj tych przyjaciółek ze szkoły podstawowej, nie mam tu chłopca z sąsiedztwa, nie mam imienniczki o złotych lokach, nie mam tej całej gromadki z liceum, nie mam tej samotnej matki, nie mam przytulnego włochacza, nie mam wiecznie uśmiechniętej Renaty, nie mam mężczyzny z internetu, a teraz nie mam też kolejnego przyjaciela. Dlaczego przyjaźnie odchodzą? Dlaczego tak jest, że z dnia na dzień za dniem ludzie dryfując na tych samych prądach łapią inne wiatry? Bo.. Bo przyjaciel zrozumie. To zapamiętałam. I co dziwne zgadzam się z tym. Jeśli jednak zaczynał się ten czas, gdy przyjaciel miał zrozumieć, to już było to... Bo nie możesz zawieść kogoś, kto nie jest Tobie tak bliski, a przyjaciel przecież zrozumie... Nie. Nie zawsze zrozumie. Nie każcie przyjacielowi rozumieć! Nie pozwalajcie, aby nastał ten czas, w którym będziesz czegoś odmawiać tej najmilszej osobie! Nie wolno! Wolno. Wiem, że wolno... Przyjaciel zrozumie, dlatego właśnie jest przyjacielem...
Chciałabym, żebyście wszyscy do mnie wrócili. Chciałabym znów bawić się z Wami, chciałabym móc znów Was wszystkich przytulić do planów, napełnić się Waszym śmiechem, obdarować każdego z Was tą radością, jaką Wy mi dawaliście.
I wtedy odeszlibyście po raz drugi, bo już nie ma we mnie miejsca na tak wiele radości, znów kazałabym Wam rozumieć...
czwartek, 14 września 2006
pierścionek
Świecidełko takie, błyszczy szklanym blaskiem oczko, błyszczy, mruga, uśmiecha się zalotnie, takie... takie miłe, takie dziecinnie rozkoszne przeźroczyste oczko. Na palcu od serca serdecznym na prawym po powstaniu pozostawionym przycupnął niby to tak przypadkiem, niby nic a uśmiecha się szelmowsko białe oczko na białego złota obręczy.
O, to oto to! To pierścionek. To nie byle jaki pierścionek, to Ten Pierścionek.
Taki leciutki jest, taki malutki a tyle znaczy. Taki kluczyk niewielki do nowego życia przeżycia. Taki zachłanny jest, bo tyle mi zabiera, a taki szczodry, bo tak wiele mi daje, ten mały pierścionek.
Ten mały pierścionek, który każdemu w końcu się przyśni, komuś się zamarzy a komuś przez niego łza w oku stanie jako igła w sercu.
Taki pierścionek - mała przysięga oddanego życia dla jednego człowieka. Oddaję tym pierścionkiem całą siebie, oddaję wszystkie uczucia, oddaję serce, miłość, duszę na własność, oddaję pragnienia, oddaję samolubne myśli, oddaję egoistyczne przeświadczenia, oddaję słowa, oddaję wszelkie wiersze, wszystkie moje przekonania... Oddaję całą moją przyszłość w zamian za Jego sny na własność...
sobota, 19 sierpnia 2006
Minute of decay
Tylko ze do cholery to nie jest tak, życie nie jest jak atrapa, życie jest głębokie, nie jest słodkie romantyczne i radosne... Życie jest wypełnione długimi godzinami złości, kłutni, rezygnacji, niesprawiedliwości i głupoty.
Ciężko to powiedzieć, nienawidzę tego mówić, ale większość z tego co w moim życiu sie dzieje jest moją winą. Prawdopodobnie. To, że wypłakuję się w ramię taksówkarzowi, który szuka jedynie sposobu by mnie przelecieć, to że przegrywam w oczach osób na których mi zależy z jakimś złamasem z problemami, to że piszę smsy których nie da się cofnąć, to że broniąc Jego stanowiska i argumentów sama nastawiam się atak, po którym On w mojej obronie nie staje... To, że nie śpię pół nocy czekając na wiadomość, która nie nadchodzi, to wszystko, to wszystko jest moją winą. Prawdopodobnie.
Śniła mi się moja nauczycielka ze szkoły podstawowej, Pani Anna B. Była moją pierwszą nauczycielką i wychowawczynią. Pamiętam na jednych zajęciach zapytała nas, sześcio, siedmioletnie dzieciaki kim chcielibyśmy zostać. Uważam, że pośpieszyła sie nieco z tym zapytaniem, dzieci odpowiadały że zostaną policjantami, kowbojami, mamami, czy paniami w sklepie (^_^) Pamiętam jedną dziewczynkę, choć imię jej zamazał dla mnie czas, która odpowiadziała, że nie zostanie nikim. Pani Anna próbowała ją uświadomić, że nie można być nikim, że zawsze zostanie się kimś, choćby i leniem, jednak kimś. Dziewczynka upierała się przy swoim zdaniu. Następnego roku zmieniłam szkołę, w dwa lata później dziewczynka już nie istniała, nigdy nie chciała być kimś.
Ja też nie chcę kimś być, choć w moim przypadku jest to bardziej określone i zapewne bardziej przemyślane niż potrafił to zrobić umysł małego dziecka, Nie chcę być konkretnym kimś. Nie chcę być kimś, kto nie może wypowiedzieć własnego zdania bo boi się reakcji otoczenia. Nie chcę być kimś, kogo zdania się nie słucha i nie szanuje, nie chcę być kimś, kto dusi w sobie słowa, nie chcę być kimś, kto nie ma prawa wykrzykiwać swoich myśli, Nie chcę być kimś, kogo niektórzy próbują ze mnie stworzyć, ukształtować, nie chcę mieć ust zapinanych na agrafki, nie chcę mieć umysłu z ograniczonym dostępem do świata, nie chcę mieć w duszy zainstalowanego fire walla i filtrów cenzury, jakkolwiek by to brzmiało.
Będę pisać słowa bezsensu, to co wiart przywieje mi na papier czy na klawisze, będę pisać to w co wierzę, to co przemyślę, to nad czym sie zastanowię i będę pisać wiersze w naiwności, i będę krytykować to co skrytykowane być powinno, będę wyśmiewać się z ortografi, z ludzi mądrzejszych ode mnie i z tych głupszych. I nikt mi nie zabroni nazwać idiotę idiotą, błazna błaznem, geniusza geniuszem, a dupka łapserdakiem, o.
czwartek, 17 sierpnia 2006
To co ważne - On
To co ważne - On
On wciąż ten sam, wciąż taki sam... Wciąż Jego oczy potrafią rozgrzać mnie w jednej chwili tak, by każdy nerw w ciele moim pragnął Jego dotyku, wciąż jedynie w Jego ramionach przychodzą do mnie dobre sny, wciąż Jedynie jego dłoń jest dla mnie oparciem, jest przystanią poczas każdej burzy, każdej nawałnicy. Wciąż to Jego głos potrafi ukoić cały mój strach, wciąż to dla bicia Jego serca serce moje krew pompuje... Tylko... Tylko za mało Mu o tym mówię, za dużo czasu marnuję na cokolwiek inngo poza Jego pocałunkami. Zbyt mało mnie Mu daję, zbyt skąpo, zbyt oszczędnie... Naprawię to.
Bo to co ważne to On.
To co chciałam napisać napisało wcześniej moje życie, chciałam przewinąć prędko w paru słowach to co grało w mojej głowie przez ten czas nieobecności. Ale.. nie potrafię. No bo jak opisać zobojętnienie na słońce, na muzykę, jak opisać zniechęcenie do otwierania oczu, jak opisać umysł kogoś, komu naprawdę nie zależało nawet na snach?
To tak, jakbym już z katem spółkowała w drodze do nikąd, w szarym pogniecionym łożu bez kszty uśmiechu czy zniesmaczenia, bo po co?
Jak to opisać, kiedy odkrywasz, że śmierć ma Cię w opiece już od ponad dekady?
Nonsens, bzdury, szaleństwo, depresja, cokolwiek.
Tak ciężko jest wtedy, a jak prosto jest wtedy zatopić się w czymś... W czymkolwiek? W czymkolwiek.
Cokolwiek!!! I krzyczysz by schwytać tę resztkę powietrza, i ciszę z przerażeniem w sobie odkrywasz tym wiekszym! Szaleństwo! Szaleństwo, niepokój, duchota, drętwota, obsesja, panika i spokój...
Back
Wracam, choc pewnie nikt mnie tu juz nie odwiedza, nie pamieta , i nic dziwnego, bo nie ma po co. To nalogi, nalogi zabieraja ludzi w takie zamkniete klatki, w ktorych jedyne okienko jest skierowane wlasnie na te jedna zasysajaca czarna dziure, z ktorej jakze trudno sie wygrzebac...
Wrocilam!
Wyszlam z tego!
No moze jeszcze nie do konca, ale czuje sie troche jak alkoholik na odwyku.
Basta.
--------------------------------------------------------------------------------------------
środa, 12 kwietnia 2006
Po trupach
Obmierzłe wijące się obłe ciała deptam - droga do pracy. Przyklejają się do butów, brudzą podeszwy, wydzieliną ochlapują nogawki wiecznie przybrudzone kurzem ulicznym. Plaga dżdżownic na chodniku - skąd one?
Siedzę nad papierami, w głowie liczby i litery, stawki podatkowe wirują w nieskonczonej ilości pomyłek, co i rusz któryś termin wgryza mi się w łokieć pospieszjąc, nagabując, naganiając kolejne błędy w moich sprawozdaniach.
Tylko zabić.
Radio, radio które przeklinam już czas jakiś znów opowiada mi o zgwałconym zabitym małym chłopcu, o młodej matce i noworotku rozchlapanych na którejś betonowej skarpie, o dziecku z nożem rozpłatającym brzuch innego dziecka, o pobiciach, o morderstwach, bezczeszczeniach, samobójstwach, wypadkach, chorobach, przeklenstwach, epidemiach, śmierciach...
I tylko spoglądam zaszklonymi oczyma w plastikowe oczy dookoła mnie. I widzę tylko reakcję na spóźnione autobusy i niezadowolenie z pogody. I pytam się oczyma moimi czy to tylko ja jeszcze nie uważam tego za codzienność? Czy dla ludzi słuchanie takich wiadomości nie różni się niczym od wysłuchiwań kolejnej absurdalnej kłutni rządowej?
Dlaczego nie mogę spędzić chociaż dnia bez kolejnej, nowej śmierci?
I nie zapłaczę, bo wtedy pomnie się papier na który upadnie taka słona kropla, a tak przecież nie można... Znów szczypią oczy...
czwartek, 06 kwietnia 2006
Lineage II
Zasnęłam... Pomalutku pod powiekami zaczęły jawić mi się pejzarze i sceny takie... mityczne? Baśniowe? Nierealne, jak to w snach... Zasnęłam tak na tydzień, może dłużej. Spałam cichutko, by nikomu w innych snach nie przeszkodzić. Spałam a śniąc zpominałam gdzie jestem, kim jestem, dla kogo jestem. Śniłam sen o bohaterach, sen magiczny o sprawiedliwości. Śniłam o życiu, gdzie nie trzeba się troszczyć o dom, rodzinę czy pieniądze. We śnie, gdzie zabijając pochwaloną można zostać, bez krwi na dłoniach, bez wyrzutów sumienia, bez chwili zastanowienia. Cały mój sen tygodniowy wciągnął troche z duszy, sporo z ciała, dużo z oczu... Cały sen wirtualnie pochłoną mnie na tydzień, i czycha, i czeka, i wie, że znów wkrótce zapadnę weń na powrót.
niedziela, 19 marca 2006
Zakleństwo na Wiosnę
W cieple tych ramion chciałabym spędzić całość istnienia mojego. Wciąż zapach Jego bliskości na moich ustach utrzymywać. Pragnąc co noc być jedyną muzą Jego snów. Oddać Mu świat w całości i w najdrobniejszych szczegółach, by władał w nim dowolnie moim jestestwem.
Wciąż tak cudownie zakochana! Tak roztańczenie oddana! Wciąż zauroczona, natchniona i miłością otoczona!
Bo... Bo wiosna? Gdzie? Tutaj? Nie, tu jeszcze nie, nie ma jej. Dlaczego? Nie wiem, ale... Ale wiem, że idzie... Gdzie? Na przeciw lecie. W przeciwie dla zimy, nadchodzi, ja wiem... Nadchodzimy.
Ona i ja! Cudna to gra gdy wiosna to ja! Radosna i ciepła, nieśmiałą chustą w kwiatowym wzorze osłania oczy przed moim widokiem, tu ja... Tu ja poszukuje chociażby krokusa wciąż brak... A wiem, że niedługo zakwitną dokoła jej pierwsze rumieńca, kaczeńce, pierwiosnki i tak... Znowu kolorów nabierze codzienność jak bal! Jak bal niewinności, jak bal mej miłości jak Ja! Wiosna to ja!
W zakleństwie codziennym tak pragnę przywołać jej ciepłe słoneczne spojrzenie, jej czar.
|